Czytanie materiałów rozwojowych oraz obwieszczanie światu ambitnych planów to fantastyczna proteza działania. Daje poczucie, że robimy coś w kierunku poprawy życia. Jest to bardzo dobry sposób, by oszukać swój mózg. Wchłonąć kilka mądrych sentencji, przemyśleć parę spraw. Nawet wyciągnąć jakiś wniosek. Ustalić cele do realizacji. Zgodzić się z artykułem, wykładem na TEDx. Krótkoterminowo poczuć się dobrze i odwrócić uwagę od faktu, że jedyną rzeczą, jaka się zmieniła jest numer sezonu Gry o Tron.
Problem pojawia się w momencie, kiedy trzeba wyjść z domu i przekroczyć granicę komfortu – wcielić mądre założenia w życie. Gdy wypadałoby usiąść do laptopa i spędzić przy nim 12 godzin, pracując. Olać fastfoody, zacząć sobie gotować i nie opuszczać treningów na siłowni.
W skrócie: przestać pierdolić wszystkim dookoła o swoich ambitnych planach i po prostu je zrealizować.
Jako ludzie po prostu uwielbiamy robić samych siebie w chuja i mamy poważny problem z egzekucją rzeczy, które są dla nas dobre. Wolimy się lenić. Wstawać późno, oglądać seriale, katować się filmikami motywacyjnymi. A opowiadaniem znajomym o swoich mrzonkach tworzyć iluzję, że robimy cokolwiek. Mimo iż DOSKONALE wiemy, że droga do celu wygląda kompletnie inaczej.
Wiemy, że jedzenie niezdrowego żarcia nie pomoże nam schudnąć. Wiemy, że nie wychodząc z domu nie poznamy kobiet. Wiemy, że nie poświęcając czasu i energii nie zrealizujemy żadnego celu. Wiemy, że nic nie dzieje się samo z siebie. I co z tego, że to wszystko wiemy? Gówno.
Prawdziwa zmiana jest trudna, bo wymaga nakładu energii oraz pewnej inwestycji:
- Podjęcia ryzyka (przykład: założenie biznesu, zmiana środowiska)
- Wyjścia poza strefę komfortu (przykład: podejście do nieznajomej kobiety, wystąpienie publiczne)
- Zmiany nawyków (przykład: organizacja pracy, gotowanie posiłków, wyrzeczenia)
- Czasu
Jest to bardzo niewygodne biorąc pod uwagę, że nasz mózg zawsze będzie dążył do utrzymania obecnego stanu:
Gdy jesteśmy smutni, włączamy smętne piosenki – nie mamy ochoty na energiczną muzykę, ani towarzystwo.
Z kolei, gdy codziennie wychodzimy z domu i socjalizujemy się z ludźmi, wieczór w czterech ścianach brzmi jak wyrok.
Gdy mamy w dupie grafik dnia – wstajemy późno, potykamy się o graty porozrzucane po pokoju, prawie niemożliwe jest zrobienie czegokolwiek bardziej konstruktywnego niż scrollowanie fejsa.
Z kolei, gdy pracujemy od samego rana, gonimy obowiązki, sprzątamy, załatwiamy formalności – chcemy być konsekwentni w organizowaniu swego czasu i ciężko jest nam zaakceptować rzeczy takie jak spóźnialstwo, roztrzepanie czy spanie do 12:00.
W jednym zdaniu: jeśli w chwili obecnej Twoje środowisko i nastawienie nie sprzyja pracowitości oraz realizacji celów, to nic się nie zmieni, jeśli Ty tego nie zmienisz.
Tłumaczy to, dlaczego mimo, iż do tego momentu poznałem w środowisku rozwojowym setki, jeśli nie tysiące osób, zaledwie kilka konsekwentnie realizuje założone cele. Nie tysiąc. Nie sto. Nie dziesięć. KILKA. Co robi cała reszta? Zbiorowa, mentalna masturbacja to tylko jedno z określeń, które przychodzą mi na myśl.
Dałoby się to przełknąć bez komentarza, gdyby ci ludzie byli głupi. Natomiast zjawisko dotyka najczęściej inteligentne osoby, które mają wszelkie predyspozycje do tego, by rozpierdalać na wielu płaszczyznach: umiejętności miękkich, biznesu, zdrowia itp. Z moich obserwacji wynika też, że im bardziej inteligentna osoba, tym przebieglej potrafi oszukiwać samego siebie – zracjonalizować brak działania, stworzyć zasłonę dymną. Wirtualną rzeczywistość, w której wygrywa życie, na peryferie świadomości spychając brutalne fakty.
Łatwiej jest mówić, niż robić. Opowiadając znajomym o swoich planach otrzymujemy natychmiastową walidację. “Wow, super pomysł!”, “no stary, trzymam kciuki”. Natomiast rzeczywista realizacja wizji to najczęściej praca w samotności. Praca, której nikt nie widzi i której nie doceni nikt prócz nas samych. Ukończenie danego projektu, czyli zwrot z inwestycji to zazwyczaj miesiące konsekwentnego zapierdalania. Dorzućmy do tego, że efekt finalny nie zawsze będzie oznaczać sukces oraz aprobatę otoczenia i mamy powód, dla którego większość osób przegrywa życie.
Dochodzimy tutaj do bardzo ważnej konkluzji: żeby mieć determinację do rzeczywistej realizacji celów, musimy pracować głównie DLA SIEBIE. Nigdy nie wiesz, czy dana inwestycja się zwróci, ale sam fakt, że wkładasz energię w coś, co jest dla CIEBIE najwazniejsze powinna napawać Cię dumą i napędzać do działania. Bardzo ważna jest tutaj też sama umiejętność podejmowania decyzji.
Nigdy nie miałem pewności, że warto.
Gdy po kilku długich miesiącach powiedziałem koleżance, że ją kocham.
Gdy codziennie wychodziłem na miasto, stawiając czoła lękowi, zaczepiając nieznajome kobiety.
Gdy mimo traumy zacząłem chodzić do klubów.
Gdy po poważnej chorobie schudłem kilkanaście kilo i wracałem na siłownię.
Gdy wsiadałem w samolot tylko po to, by jeszcze raz spojrzeć w oczy kobiecie mojego życia.
Gdy zakładałem bloga.
Gdy zaczynałem prowadzić szkolenia i pierdolnąłem pracę na etacie.
Gdy wyprowadziłem się do Warszawy mając kilka stów w kieszeni.
Gdy wysyłałem zgłoszenie do CKM.
Gdy odrzucałem propozycje odpłatnego zamieszczenia reklam na blogu.
Gdy przygotowywałem swój pierwszy event i pierwsze wystąpienie publiczne.
Gdy wynająłem ekipę filmową i w pokoju hotelowym kręciliśmy półnagie dziewczyny w ramach promocji bloga.
Gdy rok pracowałem nad jedną aplikacją.
Gdy otwierałem kanał na youtube.
Gdy odrzucałem propozycję wystapienia w talk-show.
Gdy pisałem swoją pierwszą książkę.
Gdy rozpocząłem proces stopniowego odcinania bloga od szkoleń.
Gdy reaktywowałem markę, której celem na najbliższe dwa lata jest zmonopolizowanie rynku.
Nigdy też nie powstrzymało mnie to przed spróbowaniem.



11 kwietnia 2019


